Wybierz region

Wybierz miasto

    Morderstwo na zlecenie

    Autor: Stanisław Górski

    2007-05-04, Aktualizacja: 2007-05-03 20:14 źródło: Dziennik Zachodni

    Zleceniodawca zabójstwa Zbigniewa Nawrota został zatrzymany - taki komunikat wygłosił 24 kwietnia minister spraw wewnętrznych Janusz Kaczmarek. Akcja ujęcia Mieczysława Marka, jednego z najdłużej poszukiwanych ...

    Zleceniodawca zabójstwa Zbigniewa Nawrota został zatrzymany - taki komunikat wygłosił 24 kwietnia minister spraw wewnętrznych Janusz Kaczmarek. Akcja ujęcia Mieczysława Marka, jednego z najdłużej poszukiwanych przestępców świata, odbyła się w Jaworzu koło Bielska-Białej. Gangster został schwytany w poniedziałek 23 kwietnia na podstawie międzynarodowego listu gończego, wydanego w 1992 roku. Ukrywał się w luksusowej willi swojej byłej żony. Policjanci z Podbeskidzia nigdy jednak o nim nie zapomnieli.

    Proces płatnych morderców, którzy 1 listopada 1991 roku wysadzili w Hamburgu w powietrze ferrari testarossę Zbigniewa Nawrota, rozpoczął się przed Sądem Wojewódzkim w Bielsku-Białej w niespełna rok od tragedii, 28 października 1992 roku. Sąd wyglądał wtedy jak oblężona twierdza. Na salę rozpraw pod wzmocnionym konwojem z więzienia w Wadowicach dowieziony został 27-letni wówczas Jerzy B. Jego wspólnik, 25-letni Jan N., przyjechał z więzienia w Cieszynie. W pierwszym rzędzie zasiedli rodzice zamordowanego biznesmena, Bronisława i Zenobiusz Nawrotowie z Katowic. Ci dwaj, Jerzy B. i Jan N., działali na zlecenie - mówiono, że mafii pruszkowskiej, złodziei samochodów z Gdańska, Nikosia z Katowic albo bliżej nieokreślonych ludzi z Wiednia. W rzeczywistości człowiekiem, który pociągał za sznurki, był bielszczanin Mieczysław Marek, urodzony 10 grudnia 1966 roku.

    Zamach

    Bomba o ogromnej sile rażenia eksplodowała pod luksusowym czerwonym ferrari (ówczesna wartość katalogowa 305 tys. marek) 1 listopada 1991 roku około 19.15 na Poolstrasse w dzielnicy Hamburga - Neustadt. W ten piątkowy wieczór Zbigniew Nawrot, szef dużej firmy Trailing und Transport, wrócił ze znajomą do domu. Weszli na kwadrans, nie wiedząc, że z sąsiedniej bramy śledzą ich dwie pary oczu. Gdy pojawili się z powrotem i dotknęli klamek samochodu, spod wozu trysnął gejzer ognia. W jezdni powstała ogromna wyrwa, zapaliły się cztery zaparkowane obok samochody. Z ferrari pozostała kupa złomu i poszarpanych blach. Wybuch zdemolował witryny sąsiednich sklepów, zniszczył szyby okienne w wielu domach. Nawrot wyrzucony został na sąsiedni chodnik. Ciężkich obrażeń doznała towarzysząca mu Teresa C. Zginęli dwaj przypadkowi przechodnie.

    Prawie trzy tygodnie lekarze z hamburskiej kliniki walczyli o życie Polaka. Już w pięć dni po zamachu Niemcy zwrócili się do policji bielskiej z pytaniem, do kogo należy audi 80 o numerze BLH 2230. Świadek eksplozji zanotował taki numer uciekającego samochodu. Nieopodal miejsca tragedii znaleziono detonator.

    Policja ustaliła, że posiadaczem audi jest mieszkaniec Wapienicy, Jerzy B., karany wcześniej za włamania do samochodów i paserstwo. B. nie zaprzeczał, że był w Hamburgu ze szwagrem, gdzie szukali pracy. Nic nie znaleźli, więc wrócili 31 października. Policjanci nie uwierzyli. Oględziny audi 80 z użyciem psa reagującego na substancje wybuchowe pozwoliły wykryć mikroślady heksogenu w skrytce auta. To silny materiał detonacyjny, tworzywo do produkcji czeskiego semteksu. 29 listopada 1991 roku, w przeddzień pogrzebu Nawrota w Katowicach, skrytobójcy zostali aresztowani. Jerzy B. przyznał się do zbrodni. Twierdził, iż do zamachu został zmuszony, że zleceniodawca szantażował go, że zamorduje jego żonę i dzieci.

    Próba plastiku

    Nazwisko Marka, pseudonimy Wszarz i Miszel, wypłynęło po wielokrotnych przesłuchaniach. Marek i B. umawiali się w hotelach Magura i Prezydent, obmyślali szczegóły. Ostatnie ich spotkanie odbyło się na parkingu FSM. Marek przyjechał groszkowym volkswagenem passatem z wiedeńskimi tablicami. Wtedy padło polecenie: "Masz go sprzątnąć". W czasie procesu B. przyznał się, że razem chodzili do szkoły i wychowywali się na tej samej ulicy. Marek i niejaki Mariusz Z. prowadzili biznes na Schwedenplatz w Wiedniu i hurtownię Elton w Bielsku. Sprowadzali do Polski całe tiry magnetowidów i telewizorów marki Samsung, bez uiszczania cła i podatku. Marek opowiadał o sobie, że należy do mafii narkotykowo-samochodowej i że to on wwozi przez zieloną granicę tirami z Niemiec spirytus Royal. Na parkingu koło FSM Jerzy B. spotkał się też z facetem "całym w złocie", który dostarczył mu 5 kostek plastiku i detonator. Jerzy B. na polecenie Marka wykonał dwie próby w lesie koło Jaworza i w Straconce. Używając baterii R-14 i zwyczajnych minutników kuchennych skonstruował ładunki wybuchowe. Doświadczenia wypadły dobrze. Wtedy B. powiedział Markowi, że bierze do pomocy szwagra i że za 100 tys. dolarów zlikwidują gościa w Hamburgu. Marek zgodził się bez wahania i w rozliczeniu dorzucił audi 80.

    Jerzy B. pozbył się swojego malucha, podpisał fikcyjną umowę kupna-sprzedaży audi i 25 października wyruszył ze szwagrem do Hamburga. Marek i facet z Wiednia, który dostarczył zamachowcom plastik, wiedzieli o Nawrocie wszystko. Dali im adresy firmy i domu Nawrota, jego zdjęcie i opis rozkładu dnia. Polecenie było wyraźne: załatwić go 1 listopada! Jan N. nie wiedział, po co jadą. Usłyszał, że do dobrze płatnej pracy. Pieniądze były mu potrzebne, bo w sylwestra chciał się żenić. Po drodze dowiedział się, że mają podłożyć bombę i że dostanie za to 3500 dolarów. Chciał się wycofać, ale B. nie dał mu pieniędzy na powrót. Więc pojechał dalej.

    Ofiara

    Po zamachu wjechali do Polski w Słubicach i 2 listopada rano byli już w swoich domach. Tego samego dnia B. skontaktował się z Markiem. Odmówił przyjęcia 50 tys. dolarów na poczet obiecanej zapłaty. Wziął jedynie 3500 dolarów dla szwagra. Jan N. zdążył sobie kupić za to skórzaną kurtkę, spodnie i starego volkswagena golfa. Narzeczonej sprezentował dres, a przyszłemu teściowi odliczył pieniądze na weselną gorzałkę.

    Sąd starannie wypytał oskarżonych, czy znali wcześniej Mariusza Z. z Wiednia i Jolantę Nawrot, żonę zabitego biznesmena, podejrzewanych o udział w zamachu. Jerzy B. i Jan N. zaprzeczyli. B. w areszcie śledczym usiłował targnąć się na życie. Nie mógł znieść myśli, że jest mordercą.

    68-letni wówczas Zenobiusz Nawrot wystąpił przed sądem jako oskarżyciel posiłkowy. Przebywał w Hamburgu u syna, gdy na Zbigniewa Nawrota czaili się już mordercy: - Zbyszek miał rozległe kontakty z całym światem. Handlował elektroniką, benzyną, alkoholem, papierosami, kawą, ryżem. Do 30 października nie było go w Hamburgu. Jego ferrari pilnowane było dzień i noc. Nie wiem, dlaczego 1 listopada nikogo przy aucie nie było. Czekałem na syna, bo mieliśmy razem wrócić do Polski. Syn chciał sprawdzić, jak działają przedstawicielstwa jego firmy w Polsce. W nocy otrzymał jednak ważny telefon i powiedział, że nie może jechać. Wróciłem sam. 1 listopada telewizja podała, że na 41-letniego Polaka ktoś zorganizował w Hamburgu zamach...

    Zbigniew Nawrot z wykształcenia był technikiem energetykiem. Po szkole prowadził punkt napraw sprzętu RTV w Zawierciu. Tam poznał młodszą o 10 lat Jolantę. W 1979 roku uciekł z Polski przez zieloną granicę. Przebywał w Niemczech, Danii i USA. Po ucieczce ściągnął do Kopenhagi Jolantę i tam wzięli ślub. Potem oboje pojechali do Hamburga, gdzie Nawrot założył bistro, następnie sklepik i hurtownię. Prawdziwe interesy zaczął robić, gdy otworzył się rynek wschodni. Do Polski ruszyła fala spirytusu Royal z nalepkami firmy "Nawrot". Małżeństwo nie układało mu się jednak tak dobrze. Jolanta poznała Mariusza Z. z Wiednia, współwłaściciela firmy konkurującej z Nawrotem w handlu sprzętem telewizyjnym, spirytusem i kawą. To w Wiedniu zapadł na Nawrota wyrok, a "cynglami" mieli być Mieczysław Marek i jego znajomi z Bielska.

    Wyrok

    Ostatnia rozprawa w procesie zabójców hamburskiego biznesmena odbyła się 14 czerwca 1993 roku. W tym czasie Mieczysław vel Michael Marek był już poszukiwany przez Interpol. Policja ustaliła większość jego powiązań z polsko-niemiecko-austriacką "ośmiornicą". Ostatni raz widziano go w Rio de Janeiro, gdzie handlował bronią. Śledczy ustalili, że sprawcy podłożyli pod ferrari Nawrota reklamówkę zawierającą kilogram heksogenu, materiału 1,4 raza silniejszego od trotylu. Reklamówkę podłożył N., a ładunek odpalił B. za pomocą nadajnika radiowego wymontowanego z dziecięcej zabawki. Promień rażenia, będący następstwem fali uderzeniowej, wyniósł 130 metrów. Wyzwoliła się przy tym temperatura 3 tys. st. C. Grozę spotęgowały wybuchające zbiorniki z benzyną. W wyniku zamachu poszkodowanych zostało 20 osób. Sąd skazał Jerzego B. na 25 lat więzienia, a Jana N. na 12 lat. N. jest już na wolności, a B. w dalszym ciągu siedzi. Do towarzystwa po 15 latach dołączy teraz zleceniodawca zabójstwa Mieczysław Marek.


    Przestępca tropiony przez 15 lat

    Interpol znajdował ślady Mieczysława Marka w Austrii, Argentynie, Brazylii, Chile, Urugwaju, USA, a ostatnio także w Polsce. W akcji zatrzymania gangstera numer 1 na liście polskiej policji wzięło udział około stu osób. Funkcjonariusze CBŚ obawiali się, że dom jest zaminowany. Ewakuowali mieszkańców okolicznych willi, użyli robota pirotechnicznego, a na stanowiskach rozmieścili snajperów. Na miejscu pojawiło się ruchome centrum dowodzenia. To nieoznakowana furgonetka wyposażona w kamery i mikrofony kierunkowe. Dzięki nim dowódca operacji cały czas obserwował kryjówkę Marka. Kiedy z willi wyjechała była żona gangstera i jej matka, komandosi otoczyli budynek. Policyjny negocjator przez megafon wyjaśnił, że stawianie oporu nie ma sensu. Po 40 minutach mężczyzna poddał się bez jednego strzału. Kiedy wyszedł przed bramę, został natychmiast rzucony na ziemię i skuty. Zaraz potem zasłabł i trafił do szpitala, a następnie do aresztu śledczego. Odciski palców potwierdziły jego tożsamość.

    Mieczysław Marek i Zbigniew Nawrot byli głównymi bohaterami tzw. Schnapsgate, afery gospodarczej lat 1990-1991. Wykorzystując luki w przepisach podatkowych ci ludzie wwieźli do Polski ogromne ilości spirytusu Royal. Za udział w hamburskim zamachu Markowi grozi kara dożywotniego więzienia.

    Sonda

    Czy uważasz, że właściciele i administratorzy budynków, ktorzy nie odśnieżaja chodników wzdłuż swoich posesji powinni płacić wysokie kary?

    • Zdecydowanie tak (69%)
    • Nie, chodniki to nie ich problem (23%)
    • Nie mam na ten temat zdania (7%)