Piątek, 19 Marca 2010 Imieniny: Józef, Bogdan, Marek Wyślij kartkę Zaloguj się | RSS


NaszeMiasto.pl >> Bielsko-Biała >> Wydarzenia >> Lokalne >> 2010: Prognozy polityczne dla Platformy Obywatelskiej, PiS-u i dla całej Polski

2010: Prognozy polityczne dla Platformy Obywatelskiej, PiS-u i dla całej Polski

Polska Dziennik Zachodni

2010-01-05 09:58:44

Z profesorem socjologii i historykiem idei Pawłem Śpiewakiem rozmawia Agaton Koziński

Profesor Paweł Śpiewak. (© Fot. Filip Ćwik)

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij »
Rok temu zapowiedział pan, że będziemy świadkami przedwczesnej stabilizacji systemu partyjnego. W tym sensie prognoza sprawdziła się w 100 proc. Jak długo taki stan będzie trwał?

Powoli w tej stabilizacji widać rysy. Oczywiście nie doprowadzi to do rozpadu istniejącego u nas systemu dwupartyjnego, ale może skutkować jego poważną dezintegracją. Zarówno w PO, jak w PiS da się zauważyć coraz silniejsze tendencje odśrodkowe.

Co jest symptomem tej dezintegracji?

Jeżeli prawdą jest, że istnieje konflikt między Donaldem Tuskiem a Grzegorzem Schetyną, to wcześniej czy później zacznie on iskrzyć. Oczywiście nie doprowadzi to do rozpadu PO - nikomu to się nie opłaca. Ale pojawią się różne ośrodki władzy i każdy z nich będzie wysyłał własne komunikaty i realizował własną strategię polityczną. Podobnie wygląda sytuacja w PiS. Ale to nie wszystko. Wydaje mi się, że pojawią się także ośrodki trzecie.

Jakie?

Partia Ludwika Dorna czy partia Pawła Piskorskiego. One zaczną się aktywizować, by choć trochę uszczknąć z tego tortu. Jeśli Polska Plus nie zdobędzie 4-5 proc. w wyborach prezydenckich, to będzie oznaczać, że nie ma szans na wejście do parlamentu - a więc de facto przestanie istnieć. W tym sensie w 2010 roku gra będzie bardziej złożona, choć nie rozbije układu rządzącego.

Czy tegoroczne wybory zakonserwują istniejący układ?

Paradoksalnie najważniejsze będą wybory samorządowe, prezydenckie mają wymiar bardziej symboliczny. W tych pierwszych kluczową kwestią jest kształt list wyborczych - po nim będzie widać, kto je układał. Podejrzewam, że w PO zrobi to Schetyna. Tusk jako premier jest jednak zbyt zajęty, by mieć na to czas. Jego możliwości kontroli partii stają w takiej sytuacji ograniczone. To stwarza perspektywę przejęcia tej kontroli przez kogoś innego - a to może być tylko Schetyna.

Zapowiada pan radykalną zmianę. Do tej pory wszystkie silne osoby w otoczeniu Tuska przepadały - wystarczy przypomnieć Płażyńskiego, Olechowskiego, Rokitę. Schetyna nie podzieli ich losu?

Nie. Klincz, w jakim się obaj znajdują, będzie bardzo trudny do wygrania dla Tuska. Schetyna kontroluje aparat polityczny partii, a także struktury partyjne. Tusk ze względu na obowiązki premiera musiał tę kontrolę oddać - i przez to stracił część władzy.

Ale przecież Tusk bez mrugnięcia okiem wyrzucił Schetynę z rządu - i nikt go nie bronił. Czy na pewno jest on tak silny?

Teraz jest szefem klubu parlamentarnego - i jego pozycja jeszcze wzrosła. On się bardziej upodmiotowił. Przestał być wicepremierem, a stał się Grzegorzem Schetyną. Na przykładzie komisji hazardowej, skąd wyrzucono Wassermanna i Kempę wbrew (?) woli Tuska, najlepiej widać, że w Sejmie Schetyna staje się silniejszy. Spodziewam się, że w 2010 roku ich wrogość będzie narastać.

Klimatu nie oczyszczą wybory prezydenckie?

Jestem przekonany, że wygra w nich Tusk. Wtedy w PO pojawi się problem podstawowy. Tusk nie może oddać władzy w partii Schety-nie, bo ten go błyskawicznie odetnie od partii. Dlatego podejrzewam, że będziemy świadkami dwóch widowiskowych ruchów. Po pierwsze, pojawi się nowy człowiek na czele PO. Może to być Bielecki, może Komorowski, może ktoś inny - ale na pewno nie Schetyna. Po drugie, zostanie odrzucony model sprawowania władzy Tuska, który sprowadza się do czekania i zapowiedzi, że po 2011 r. PO dopiero pokaże, co potrafi. Ktokolwiek będzie prowadził kampanię przed wyborami parlamentarnymi w 2011 roku, będzie ją prowadził pod hasłami programowymi.

Czy raport "Polska 2030" i wypływające z niego dziewięć strategii kierunkowych, które pod koniec listopada przyjął rząd, należy uznać za przygotowanie PO do takiej programowej kampanii?

Raport "Polska 2030" ogłoszono pół roku temu, ale nie został poważnie przedyskutowany. Żaden inny think tank nawet nie spróbował go przeanalizować. W związku z tym nie sposób powiedzieć, jaka jest merytoryczna wartość tego dokumentu. Zresztą, jest on tak naprawdę oskarżeniem tego i poprzednich rządów. Wypomniano w nim tyle niedociągnięć w tak wielu dziedzinach, że aż włos się jeży. Proszę zobaczyć, co się dzieje z Michałem Bonim, szefem zespołu. Tusk zamiast go trzymać w odwodzie jako eksperta, zarzuca go bieżącymi spawami. Jego biurko musi być obłożone dokumentami na dwa metry w górę. A to ma napisać ustawę hazardową, a to wprowadzać dziwną reformę konstytucji. W ten sposób wciąga go do swego dworu, zajmując politycznymi grami. I w ten sposób osłabia jego pozycję. Nie wiem zresztą czemu. Może się go premier przestraszył?

Mówi pan o erozji wewnątrz PO. A jaki będzie 2010 rok dla PiS? Rok temu zapowiadał pan, że w 2009 roku zostanie zmarginalizowany Zbigniew Ziobro, a w górę pójdzie Joanna Kluzik-Rostkowska.

Tam jest jeszcze większy kłopot niż w PO. Z prostej przyczyny. Platforma dużo łatwiej będzie umiała sobie poradzić z dwugłowością na szczycie władzy niż PiS. A tymczasem to ugrupowanie musi się na to przygotować. Tylko że jego problemem są zbyt słabe struktury. Widać, że w PiS kończy się faza, w której wszystko wokół Jarosława Kaczyńskiego było tylko jego dworem. On dla tej partii jest wygodny, gdyż zachowuje stały elektorat, liczący 15-18 proc., co oznacza gwarancję wejścia do parlamentu, a więc gwarancję etatów i pensji dla wielu osób. Ale też Kaczyński nie pozwala osiągnąć nic więcej. PiS pod jego wodzą zastygł w zbiorowej impotencji. Ta partia w tym kształcie nie ma szans wrócić do władzy, z kolei jej członkowie są tak naprawdę tylko dworem Kaczyńskiego, bez szans realizacji własnych ambicji. To potwornie frustrujące - i może rozpocząć proces rozpadu tej partii.

Czy Dorn porwie połowę posłów PiS-u?

W tej partii największą zdolność porywania za sobą zdaje się mieć Ziobro. To charyzmatyczny polityk, któremu wyborcy wyraźnie ufają - dowiódł tego świetny wynik w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W swojej partii został stłamszony i teraz wyraźnie czeka na moment potknięcia Kaczyńskiego. Czymś takim może być duża porażka Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. To będzie nie tylko całkowita utrata władzy, ale także osobista klęska rodziny Kaczyńskich.

Czyli wybory prezydenckie będą punktem zwrotnym 2010 roku?

Nie. To ważne wydarzenie, ale największy wpływ na sytuację w tym roku będą miały gospodarka i wojna w Afganistanie. Wszystko wskazuje na to, że wojna okaże się dla nas katastrofą. Zaczną się też problemy z brakiem pieniędzy i gigantyczną dziurą budżetową.

Minister Boni liczy, że w przyszłym roku nasze PKB wzrośnie nawet o 3 proc.

Być może nasza gospodarka ruszy w 2010 r., nie wykluczam tego. Zresztą, na całym świecie zapowiadany jest koniec kryzysu. Ale nawet jeśli tak się stanie, to rząd nie zdoła tego zdyskontować - a jednocześnie będzie musiał spłacać długi zaciągnięte w 2009 r. Mamy najwyższy w historii deficyt budżetowy i będzie brakować pieniędzy na wszystko. A gdy brakuje, to ludzie będą się czuli poszkodowani. Rząd może to kosztować bardzo dużo.

Utratę władzy?

W Polsce traci się ją przez korupcję. Ale wojna też może stać się jednym z poważnych wyzwań dla rządzących. Wojna nie dotyczy tylko grupy żołnierzy i ich rodzin, choć jestem zasmucony, jak traktuje się u nas kombatantów ostatnich konfliktów. Ruszając do Iraku, Czadu, potem Afganistanu, demonstrujemy jakąś swoją politykę ponadeuropejską. Tyle że nasza armia do tego nie dorasta. Jest ona zawodowa, ale widać, że nie działa, jak należy. Jesteśmy więc dla świata mało wiarygodnym partnerem. A gdy wojna się zaostrzy, zacznie do kraju przylatywać coraz więcej trumien. Pojawią się pytania: dlaczego rząd miał dać 25 śmigłowców, a dał pięć? Czy dba wystarczająco o żołnierzy? Ale to nie wszystko. Powinny znaleźć się pieniądze na śmigłowce, lecz ich nie ma. Tymczasem docierają informacje o zakupie sprzętu dla marynarki wojennej, która właściwie nie istnieje, a nie ekwipujemy żołnierzy w Afganistanie. To może być sygnał, że swoje gry prowadzą różnego rodzaju grupy interesów. Wojna może sprawić, że takie sytuacje będą jeszcze lepiej widoczne.

Kto zyska na tych problemach?

To jest najdziwniejsze: nikt. Na koniec 2010 roku będą liczni przegrani i kilka osób dość zadowolonych z wygranych wyborów.

strona: 1 z 1

regulamin

to jest fakt wygra PO ert (gość)
2010-01-07 21:49

towarzysz Śpiewak to ma w genach jak komuniści

Ktoś gringo (gość)
2010-01-06 10:15

z UE powinie tu rządzić !!!

PO nic nie ma wspólnego z Solidarnością amen (gość)
2010-01-06 07:08

owszem sa tam ludzie podszywajacy się pod S ale w tak naprawdę reprezentujący byłych czerwonych tzw klub kolesiów GW i Michnika

Tusk nie wygra ela (gość)
2010-01-06 03:59

naobiecywal i oszukal polakow

Nie trzeba byc..... bzyk (gość)
2010-01-05 14:22

profesorem by wiedziec ze prognozy sa raczej czarne,a raczej b.b.b.b.bzle.

ZOBACZ KONIECZNIE

przewiń w lewo przewiń w prawo