Śląskie idzie na wojnę z grypą
Agata Pustułka
2009-11-20 00:05:53
,
Aktualizacja
2009-11-20 11:43:20
Najpilniej strzeżone miejsce w województwie śląskim to laboratorium do badania wirusów grypy w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach. Uruchomiono je specjalnie, by szybko diagnozować wirusa świńskiej grypy. Dzięki temu łatwiej będzie izolować chorych i ograniczyć rozprzestrzenianie się epidemii.
Wczoraj udało nam się zajrzeć do laboratorium, ale tylko przez szybę, bo do środka wstęp mają zalewie cztery, specjalnie przeszkolone osoby. Uzbrojone w maseczki ochronne, specjalne fartuchy i rękawiczki. To przed nimi wirus A/H1N1 nie ma żadnych tajemnic. Codziennie badają kilkadziesiąt próbek. Zanim otwarto laboratorium na to, by wyizolować wirusa grypy sezonowej, trzeba było aż dwóch tygodni. Teraz, by złapać A/H1N1, wystarczy parę godzin. - Nie boimy się wirusa, bo jesteśmy świetnie zabezpieczone - mówi Beata Rozwadowska, kierownik placówki. - Teraz pracujemy osiem godzin dziennie, ale jak będzie trzeba będziemy pracować dłużej.
To czwarty po Warszawie, Łodzi i Olsztynie ośrodek wyspecjalizowany w wykrywaniu wirusa świńskiej grypy. Jego wyjątkowość polega na wykorzystywaniu najnowocześniejszej metody badawczej Real Time - PCR, która pozwala, by na bieżąco obserwować, co dzieje się z pobraną próbką.
Badania są droższe od wykonywanych tradycyjnymi metodami. Jedno badanie kosztuje państwo 350 złotych. Do tej pory na kilkaset przebadanych próbek w siedemnastu przypadkach doszło do odkrycia wirusa świńskiej grypy. - By zbadać próbkę, nie można przyjść wprost z ulicy. Materiał do badania jest przekazywany przez lekarzy pierwszego kontaktu, którzy pobierają materiał do badań od pacjentów - twierdzi Rozwadowska.
Pomyłka w oznaczaniu wirusa jest niemożliwa.
Supernowoczesne laboratorium pomoże w walce z wirusem A/H1N1
Laboratorium do badania wirusa grypy w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno -Epidemiologicznej w Katowicach pracuje pełną parą. Marta Albertyńska przynosi kolejną partię próbek do przebadania. W fartuchu ochronnym przemieszcza się przez korytarz stacji, by za chwilę zniknąć za drzwiami pracowni, do której dostęp mają tylko cztery osoby - najbardziej wtajemniczone, specjalnie przeszkolone.
W najbliższych dniach laborantki pracy będą miały jeszcze więcej, bo, jak ostrzegają eksperci, prawdziwy atak wirusa dopiero przed nami.