Klęska dla policji, zagadka dla detektywów, dla rodzin - koniec poprzedniego życia. Jak to możliwe, że w XXI wieku dzieci giną bez śladu? A może źle szukamy? Nie wyjaśniono przyczyn zaginięcia ani jednego dziecka, które zniknęło w naszym regionie w ciągu ostatnich lat. Służby liczą, że sprawy same się kiedyś wyjaśnią. Rodzicom dają namiar do jasnowidza - pisze Grażyna Kuźnik

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij


- Do poszukiwań dziecka potrzebne są duże pieniądze, nasze szybko się skończyły - mówi z rezygnacją ojciec Iwonki. - Detektywi kosztują, ulotki i plakaty również, jasnowidze sobie sporo liczą. Policja się zniechęciła, ludzie też, bo nie ma żadnych efektów. Zostaje czekanie,
Co spotkało Iwonkę? W październiku 2002 roku, o godzinie 14, szczupła 13-latka idzie osiedlową ulicą w Tarnowskich Górach. W plecaku niesie zupę ze stołówki dla mamy. W domu było skromnie. Iwonka ma na sobie dżinsy i granatową bluzę, długie włosy związała w kucyk. W pobliżu parkingu, między ulicami Włoską a Francuską znika. Centrum osiedla Przyjaźń, pogodny dzień. Nikt nie zauważył niczego podejrzanego; porwania, przepychanek, żadnych zaczepek. Iwonka nagle jakby się zdematerializowała. Policja nie trafiła na żaden ślad.

- Nigdy nie uciekała z domu, nie wychodziła bez pytania - zeznawała matka. - Spotkałam ją na godzinę przed zaginięciem, na ulicy blisko naszego bloku. Iwonka je obiady w stołówce i zapytałam ją, czy może przyniosła mi zupę w słoiku. Jestem listonoszem, nie zdążyłam tego dnia nic sobie ugotować, a wieczorem musiałam pracować. A ona powiedziała, że zapomniała. I poszła po tę zupę do stołówki. Już nie wróciła.

To była chwila moment

Najpierw jednak zniknął bez śladu 4-letni Kuba Jaworski. W styczniu 1999 roku bawił się przed domem w Szopienicach. Dostał akurat lizaka i czekoladę, obcy człowiek chyba nie zwabiłby go na słodycze. Nie minęło pół godziny, gdy wszyscy stracili dziecko z oczu. Była może czwarta po południu. Dzielnica, gdzie mieszkał Kubuś, jest biedna. Pełna familoków i ruder, ale w nieszczęściu ludzie sobie pomagają. Kuby szukała cała dzielnica. Przeczesano strychy i piwnice, wszystkie wertepy i zakamarki, rzekę. Chłopiec przepadł jak kamień w wodę.

Podejrzewano ojca, który jednak wtedy siedział w więzieniu. Wyszedł dzień po zaginięciu Kuby. - To był mój pierworodny, urodził się w prezencie na moje imieniny. Byłem taki szczęśliwy, kochałem go - zapewniał mężczyzna. Uwolniono go od podejrzeń. Nie wiadomo, co stało się z chłopczykiem.
Rodzina się rozpadła. Sąsiedzi mówią:

- Matka Kuby wyprowadziła się stąd, była załamana. Nie powiodło jej się. Było im ciężko, zdaje się, że dzieci trafiły do domu dziecka. Bo Kuba miał brata i siostrę. Jak zaginął, to im się wszystko rozwaliło.

Jeden z lokatorów uważa, że jednak ktoś coś musiał wiedzieć, ale nie chce mówić.

- Ludzie wolą się nie wychylać, tak ich tu życie nauczyło - mówi starszy mężczyzna. - Ja myślę, że podjechał samochód, albo gdzieś czekał w pobliżu, było zamówienie na chłopaka i po wszystkim. To była chwila moment. Taki z samochodu wie, które dziecko podejść. Wybiera te bez opieki.

W tym samym roku, w listopadzie, zaginęła Sylwia Iszczyłowicz. Wyszła na wieczorną lekcję religii, ale spóźniła się i nie wiedziała, gdzie przeniosła się grupa. Wracała ulicą Wolności w Zabrzu, mieszkała pod numerem 170. Widziano ją około godz. 19 zaledwie 150 metrów od domu i nagle - nie ma jej. Detektyw Krzysztof Rutkowski uznał, że to jedna z najbardziej tajemniczych spraw, z jakimi się zetknął. Dziecko na ruchliwej ulicy znika bez śladu. Jeśli to był porywacz, to działał fachowo i błyskawicznie. Może miał wprawę.


Wiadomości

Komentarze (4)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

niula (gość)

tak Sylwia zaginela w drodze z Kosciola,jestem z Zabrza i sledzilam to na bierzaco.Masz racje moze warto sprawdzic ten trop z Kosciolem

oglądający twn24 (gość)

sprawę prowadził pan Rutkowski dzieci były by odnalezione.O ile pamiętam dziecko z Zabrza zaginęło w drodze do kościoła.tak podawali w prasie.Tyle złego podają media o księżach molestujących dzieci a kościoły to stare budowle i na pewno kryją wiele zakamarków czy ten poszlak był sprawdzany?Policja szukała Madzi i nie znalazła a była tak blisko.Dziękujemy panie Rutkowski za akcję,o jedną niewiadomą mniej,szkoda tylko że zakończyła się śmiercią.