Dziki paraliżują życie mieszkańców bielskich dzielnic Lipnik i Kamienica

Jacek Drost
Jacek Drost
Pozostawiając resztki jedzenia w śmietnikach czy na posesjach sami zapraszamy dziki
Pozostawiając resztki jedzenia w śmietnikach czy na posesjach sami zapraszamy dziki FOT. Paweł Sowa/Wydział Prasowy UMBB
Temat dzików paraliżujących życie mieszkańców Bielska-Białej, ale także wielu innych miejscowości w regionie i całym kraju, wraca jak bumerang. Praktycznie nie ma tygodnia, aby dziki nie wyrządziły szkody w jakieś części Bielska-Białej.

- Dziki paraliżują życie w bielskich dzielnicach - informowaliśmy na łamach Dziennika Zachodniego w... październiku 2010 roku. Już wówczas Marek Czader, wtedy zastępca nadleśniczego, a obecnie nadleśniczy Nadleśnictwa Bielsko tłumaczył w rozmowie z DZ, że dzików jest bardzo dużo. - Nie mają naturalnych wrogów, w lesie jest mało karmy, więc szukają pożywienia przy domach. Wywieźć ich nie można, bo i tak wrócą, a po drugie - nie ma gdzie ich wywieźć - podkreślał Marek Czader.

Dziki poróżniły urzędników z leśnikami

Z kolei cztery lata temu pisaliśmy o tym, jak w Bielsku-Białej dziki... skłóciły urzędników z leśnikami. Ówczesny naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska bielskiego Urzędu Miejskiego Tadeusz Januchta stwierdził, że dzików jest tak dużo, bo nadleśniczy źle zatwierdza plany łowieckie.

Stało się to po tym, jak wczesnym rankiem locha, odyniec i cztery młodsze dziki, przeparadowały przez bielski pl. Ratuszowy. Tuż pod oknami Urzędu Miasta. Następnie zwierzęta skierowały się do parku znajdującego się za budynkiem.

Ówczesny nadleśniczy Nadleśnictwa Bielsko Hubert Kobarski ripostował, że miasto jest jednym wielkim nęciskiem dla dzików, więc szukając jedzenia podchodzą do śmietników i kompostowników w ogródkach. Tłumaczył, że na terenie miasta, w terenie zabudowanym, organizowanie polowań nie jest możliwe.

Od tego czasu mijają kolejne lata, a sytuacja nie tylko nie poprawiła się, ale można odnieść wrażenie, że jeszcze uległa pogorszeniu.

Nie ma tygodnia bez dzików

Jak informuje Wydział Prasowy Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej praktycznie nie ma tygodnia, aby dziki nie wyrządziły szkody w jakieś części Bielska-Białej. Ostatnio w Kamienicy oraz Lipniku widziano stada liczące 35-40 sztuk.

- Liczba dzików połączona z faktem, że nie uciekają one na widok człowieka, sprawiają, że sytuacja staje się groźna - podkreślają urzędnicy. I dodają, że do Urzędu Miejskiego i do Straży Miejskiej wpływa coraz więcej alarmujących doniesień o wizytach dzików na posesjach czy w ogrodach. Najczęściej dzwonią mieszkańcy bielskich dzielnic Lipnik i Kamienica.

„W nocy z 2 na 3 września stado dzików demolując po raz kolejny ogrodzenie!!! wdarło się na mój teren dokonując zniszczeń terenu, trawnika, krzewów, nasadzeń, warzywnika, demolując plastikowe kompostowniki (...)” - to tylko fragment jednego z listów od mieszkańców, jaki dotarł do bielskiego Ratusza. Przykłady można mnożyć: „Wtargnęło stado dzików. Zostało zniszczone ogrodzenie, przekopana działka, powyrywane krzaki oraz drzewa” - napisał kolejny mieszkaniec. Inny dodał: „Nie robicie nic ze stadami dzików, które grasują po mieście!!!”

- Sytuacja jest trudna. Do tej pory nie spotkaliśmy się z taką skalą tego zjawiska - przyznała Danuta Przybyło, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Energii Urzędu Miejskiego. -Dlatego prezydent miasta zwróci się do lokalnych kół łowieckich o pomoc i podjęcie działań w celu zminimalizowania zagrożenia i uciążliwości z udziałem zwierząt dziko żyjących. Zgłoszenia w sprawie dzików Wydział Ochrony Środowiska i Energii przekazuje Straży Miejskiej, strażnicy po zgłoszeniu jeżdżą w zagrożone wizytami dzików rejony i ostrzegają mieszkańców. Ulotki z ostrzeżeniami trafiają także do Rad Osiedli - tłumaczy naczelnik Przybyło.

DZIKIE ZWIERZĘTA PUKAJĄ DO DRZWI. CO ROBIĆ?

Obecność dzikich zwierząt w mieście wynika głównie z postępującej urbanizacji - zajmowania przez budownictwo naturalnych siedlisk zwierząt wolno żyjących i przecinania ich szlaków migracyjnych. Zazwyczaj to nie zwierzęta pojawiają się w terenach zurbanizowanych, ale ludzie wkraczają w naturalne ekosystemy, budując swoje domy w miejscach bogatych przyrodniczo, w bezpośrednim sąsiedztwie lasów, śródpolnych zadrzewień i łąk, które stanowią naturalne środowisko do życia dzików, lisów, jeleni i saren. Mieszkające na takich terenach zwierzęta szybko adaptują się do życia w warunkach miejskich, gwarantujących zasoby pokarmowe i brak zagrożenia ze strony dużych drapieżników. Z lisami, sarnami i jeleniami sprawę udało się opanować dzięki współpracy z Fundacją Mysikrólik. Z dzikami jest problem. Co zrobić, by nie podchodziły do naszych posesji? Przede wszystkim nie wolno zostawiać luzem odpadków z jedzenia, bo działają one na dziki jak zaproszenie na naszą posesję.

Czarnek zapowiada HIT!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie