Miał tylko składać telewizory

Gabriela Lorek
Tomasz Wójcik ma wszystkie dokumenty, umowy,  zaświadczenie lekarskie, wypis ze szpitala.
Tomasz Wójcik ma wszystkie dokumenty, umowy, zaświadczenie lekarskie, wypis ze szpitala.
19-letni Tomasz Wójcik wyjechał do Czech montować telewizory. Na długo zapamięta swoją pracę. Reklamę czeskiego pośrednika Work Service Czech spol. s r. o. 19-letni bielszczanin usłyszał w radiu.

19-letni Tomasz Wójcik wyjechał do Czech montować telewizory. Na długo zapamięta swoją pracę.
Reklamę czeskiego pośrednika Work Service Czech spol. s r. o. 19-letni bielszczanin usłyszał w radiu. Pracował przy inwentaryzacji towarów w bielskich hipermarketach, kończyła mu się umowa.
— Dlaczego nie spróbować w Pilznie? — pomyślał.

Tymczasową umowę o pracę z Work Service podpisał zaledwie parę dni przed wyjazdem. Miał montować telewizory plazmowe w czeskiej fabryce firmy Panasonic od 30 czerwca do końca grudnia. Wyjechał 28 czerwca razem z około setką Polaków, szukających szczęścia u południowych sąsiadów — byli wśród nich inni bielszczanie, a także mieszkańcy Wałbrzycha, Jeleniej Góry czy Zgorzelca. Po kilku godzinach dwa autokary, którymi podróżowali, dotarły na miejsce. Jednak nie do Pilzna, gdzie mieli pracować, ale do oddalonych o tego miasta jakieś pół godziny Malesic. Tam grupa Polaków została zakwaterowana w dwóch hotelach robotniczych. — To były kompletne ruiny, slumsy — kwituje 19-latek.

Farba odłażąca ze ścian, po podłodze i między jedzeniem biegające mrówki i karaluchy. Notorycznie brakowało wody. Nie to jednak było najgorsze. Wójcik mówi, że wśród mieszkańców hoteli były osoby poszukiwane przez polską policję, alkoholicy, nawet kobieta z zanikami pamięci. — Dla Czechów widocznie nie miało znaczenia, kogo zatrudniają — dodaje. Potrzebowali stu czy dwustu ludzi i tylu załatwiali.

W fabryce Panasonica raczej nie było zgrzytów. Może poza tym, że polską część załogi czescy przełożeni traktowali ponoć dużo gorzej niż Czechów. Z pieniędzmi, które firma wypłacała pośrednikowi, a on pracownikom z Polski, też bywało różnie. Zdarzało się na przykład — przekonuje Wójcik — że ten, który przerobił więcej godzin dostał mniej pieniędzy od tego, który pracował krócej.

Kończyła się zmiana i Polacy wracali do hoteli w Malesicach. A tam podobno niemal codziennie dochodziło do dantejskich scen. Prawie każdego dnia przyjeżdżała policja. Kilka razy ktoś zaprószył ogień. A jeden z mieszkańców pewnego dnia wyrzucił przez okno pisuar, prosto na samochód przedstawiciela czeskiego pośrednika. Tymczasem w regulaminie obu budynków wyraźnie było zapisane, że są one zabezpieczane przez agencję ochroniarską. — Oczywiście żadnej ochrony nie było — zapewnia Tomasz Wójcik.

Pod koniec sierpnia został ciężko pobity. Było już późno, zamierzał wziąć prysznic i poszedł do łazienki sprawdzić, czy jest ciepła woda. W łazience napadł go inny mieszkaniec hotelu, mężczyzna ze Zgorzelca. Kopał go i bił. 19-latek trafił na oddział chirurgiczny szpitala w Pilznie z uszkodzonym biodrem. Nie wrócił już do pracy. Do końca września przebywał na zwolnieniu lekarskim, 1 października był już w domu.

Jego lekarz w Bielsku stwierdził, że operacja jest konieczna, inaczej chłopak będzie miał problemy z chodzeniem. Wójcik nie zgodzi się jednak, żeby była przeprowadzona w Czechach. Leczeniu i rehabilitacji podda się tylko w Polsce i oczekuje, że ich koszty pokryje Work Service. Uważa, że ma prawo do roszczeń, skoro został pobity w hotelu dla pracowników, w którym umieścił go pośrednik, a lokal, zgodnie z regulaminem, miał być pilnowany przez zawodowych ochroniarzy. Firma zamierzała jednak znaleźć rozwiązanie, które miało doprowadzić do tego, by Wójcikiem ewentualnie zajęli się czescy medycy. Bielszczanin mówi, że jeszcze przed powrotem do kraju Work Service próbował załatwić mu operację biodra w Pilznie. — Ale Czesi nie chcieli się jej podjąć. Prawdopodobnie ubezpieczenie nie pokryłoby jej kosztów — dodaje. Work Service zmienił zdanie, gdy zainteresowaliśmy się sprawą.

— Firma Work Service Czech spol. s r. o. zabezpieczy opiekę lekarską Tomasza Wójcika w Polsce, czeskie ubezpieczenie to umożliwia. Chciałbym podkreślić, że nie mamy takiego obowiązku, ponieważ pan Wójcik nie jest już naszym pracownikiem. Jest to przejaw dobrej woli i pomocy w zaistniałej sytuacji — poinformował nas Krzysztof Antczak z Work Service Czech. Pozostałych informacji, m.in. na temat wstrząsających warunków zakwaterowania polskich pracowników firma nie skomentowała. Do Polski na spotkanie z 19-letnim mieszkańcem Bielska mają wkrótce przyjechać przedstawiciele kierownictwa Work Service.

Gigant inwestuje w Niepołomicach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie