Podatek od mediów i reklam. Ministerstwo Finansów tłumaczy: Lokalni wydawcy nie zapłacą ani złotówki. Projekt dotyczy „gigantów cyfrowych"

Red.
Podatek od mediów i reklam. Ministerstwo Finansów podkreśla, że projekt jest w fazie prekonsultacji i jest wzorowany na rozwiązaniach innych szymon starnawski /polska press
Trwa protest "media bez wyboru". Resort finansów przypomina, że projekt jest w fazie prekonsultacji i jest wzorowany na rozwiązaniach innych państw, które nie czekają na nowe prawo Unii Europejskiej, czyli na wprowadzenie tzw. podatku cyfrowego.

"Wolne i niezależne media to sól demokracji. To pozostaje poza wszelką dyskusją. Ich wolność jest zagwarantowana w istniejących przepisach prawa. Żadne przepisy w tym obszarze nie są modyfikowane. Obszar reklamowy nie podlega jednak wyłączeniu ze sprawiedliwego płacenia danin publicznych. Dlatego, na całym świecie i w Europie wprowadzane są rozwiązania, dostosowane do zmian, wynikających z technologicznych przemian gospodarczych. W wielu krajach Europy m. in. w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Włoszech, Belgii, czy Grecji przyjęte zostały rozwiązania podobne do tych zaproponowanych w Polsce" - czytamy w oświadczeniu publikowanym w środę wieczorem na stronie internetowej Ministerstwa Finansów.

"Projekt ustawy znajduje się na wstępnym etapie prac. Rozpoczęliśmy jego prekonsultacje, aby dać podmiotom rynkowym możliwość wpływu na ostateczny kształt proponowanych rozwiązań. Żadne propozycje nie zostały jeszcze przyjęte. Kierujemy się przede wszystkim zasadami dialogu. Dlatego podmioty rynkowe od 3 do 16 lutego, mogą zgłaszać własne uwagi i propozycje merytoryczne. Dopiero taka formuła, pozwoli na wypracowanie ostatecznych rozwiązań, które zostaną skierowane do prac Rady Ministrów. Konsultacje są otwarte dla wszystkich zainteresowanych podmiotów.

Reakcja części mediów i koncernów medialnych jest nieadekwatna do sytuacji. Celem rządu jest przede wszystkim merytoryczna dyskusja wokół tego tematu. Dlatego apelujemy o podjęcie dialogu i udział w konsultacjach" - konkluduje resort finansów.

Resort finansów podkreśla, że pieniądze zebrane z tytułu podatków nie tafią do budżetu państwa, tylko bezpośrednio na konta Narodowego Funduszu Zdrowia, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz nowego Funduszu, z którego wspierane będą projekty związane z kulturą i dziedzictwem narodowym w obszarze mediów.

Ministerstwo Finansów tłumaczy w oświadczeniu w kontekście prac nad wprowadzeniem podatku nad którym pracuje się w UE, że Polską propozycją jest by zakresem składki zostali objęci „giganci cyfrowi”, których globalne przychody sięgają około 3,4 mld zł (750 mln euro), a przychody z tytułu reklamy internetowej w Polsce przekraczają 22 mln złotych (5 mln euro).

Jak wyjaśnia MF "w zakresie reklamy prasowej proponowany próg wynosi: dla pojedynczego tytułu prasowego aż 15 mln zł z przychodu od działań reklamowych. Tym samym nie dotyka małych wydawców, ważnych dla funkcjonowania wspólnot lokalnych i regionalnych. Lokalni wydawcy z tytułu planowanych opłat nie poniosą żadnych dodatkowych kosztów - nie zapłacą nawet dodatkowej złotówki".

Tyle oświadczenie Ministerstwa Finansów.

We wprowadzeniu do zamieszczonego 2 lutego 2021 r. projektu Podatek od mediów i reklam napisano:

"Wprowadzając składkę od reklam, Polska wzoruje się na szeregu państw OECD i Unii Europejskiej, które wdrożyły do swojego prawa podobne rozwiązania. Funkcjonują one m. in. we Francji, w Austrii, w Grecji i na Węgrzech, w których już od wielu lat intencją ustawodawcy jest zaangażowanie w proces zaspokajania szczególnych, często nadzwyczajnych potrzeb publicznych, największych beneficjentów przyspieszającego procesu cyfrowej transformacji gospodarki. Szczególnie bogate doświadczenie w stosowaniu danin reklamowych posiada Austria, gdzie od 2000 r. pobierany jest podatek od reklam w telewizji, radiu, prasie i na plakatach. We Francji dodatkowemu obciążeniu podlega emitowanie i transmisja reklam za pośrednictwem radia i telewizji, a w Grecji - reklama telewizyjna. Daniny reklamowe znajdują zastosowanie w państwach na całym świecie. Największymi pozaeuropejskimi krajami, które wdrożyły ten typ opodatkowania są Indie i Malezja. Wysokość składki w Polsce nie będzie odbiegać od poziomu stosowanego w innych krajach naszego regionu (w Czechach i na Węgrzech) i będzie uzależniona od reklamowanego towaru, rodzaju medium oraz wielkości nadawcy. Wyższymi stawkami objęte zostaną przychody z reklam towarów szkodliwych dla zdrowia, w szczególności napojów słodzonych, ale także od suplementów diety.

Szereg państw Unii Europejskiej wprowadziło lub rozważa wprowadzenie przepisów wdrażających na ich obszarze opodatkowanie gospodarki cyfrowej (digital economy tax), obejmując daninami, obok reklamy konwencjonalnej, także reklamę udostępnianą on-line. Należą do nich zarówno kraje zachodniej Europy (m. in. Francja, Belgia, Hiszpania, Włochy i Wielka Brytania), jak i państwa naszego regionu (Czechy i Węgry). W podobnym kierunku pójdzie Polska. Stawka składki od reklamy internetowej wyniesie 5%. Jej zakresem objęci zostaną „giganci cyfrowi”, których globalne przychody sięgają 750 mln Euro, a przychody z tytułu reklamy internetowej w Polsce 5 mln Euro".

Pojawienie się projektu wywołało sprzeciw wielu mediów w Polsce. Wydawcy mediów prywatnych protestują. Uważają, że nowy podatek osłabi, a nawet spowoduje likwidację części mediów działających w Polsce, co znacznie ograniczy społeczeństwu możliwość wyboru interesujących go treści. Wydawcy przekonują, że wprowadzenie tego przepisu spowodowałoby pogłębienie nierównego traktowania podmiotów działających na polskim rynku medialnym.

"W sytuacji, gdy media państwowe otrzymują co roku z kieszeni każdego Polaka dwa mld złotych, media prywatne obciąża się dodatkowym haraczem w wysokości 1 mld zł" - napisali wydawcy mediów prywatnych we wspólnym oświadczeniu.

Wydawcy argumentują, że faktycznie to polskie media, nie giganci cyfrowi o których wspominał premier Mateusz Morawiecki (Facebook, Google itp.), poniosą największy koszt.

"Według szacunków, firmy określane przez rząd jako „globalni cyfrowi giganci” zapłacą z tytułu wspomnianego haraczu zaledwie ok. 50 - 100 mln zł w porównaniu do 800 mln zł, jakie zapłacą pozostałe aktywne lokalnie media - głosi oświadczenie wydawców mediów.

Protest w Polsce odbił się szerokim echem na całym świecie. Główne portale informacyjne podały, że taki "czarny protest" ma w Polsce miejsce. Portale informacyjne w kraju na stronach głównych nie publikowały w środę, 10 lutego, żadnych treści a jedynie komunikat o proteście.

Szacuje się, że wpływy ze składki od reklam w 2022 roku mogłyby wynieść około 800 mln zł. Nowy podatek miałby wejść w życie od 1 lipca 2021 r.

Szczepionka Johnson&Jonshon w Polsce wcześniej niż zakładano

Wideo

Materiał oryginalny: Podatek od mediów i reklam. Ministerstwo Finansów tłumaczy: Lokalni wydawcy nie zapłacą ani złotówki. Projekt dotyczy „gigantów cyfrowych" - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie