Pracownicy Bielkonu walczyli o honor i pieniądze

Jacek Drost
Zakład z ponad 120-letnią tradycją  zakończył produkcję w marcu ubiegłego roku
Zakład z ponad 120-letnią tradycją zakończył produkcję w marcu ubiegłego roku Fot. Jacek Drost
Lada dzień ponad 200 pracowników zlikwidowanego w ubiegłym roku bielskiego zakładu krawieckiego Bielkon powinno dostać odszkodowania od niemieckiej spółki Ahlers, do której należała fabryka.

Zatrudnieni na produkcji dostaną przeciętnie po 2,8 tys. zł za to, że wcześniej pracodawca nie płacił im, choć powinien, za przerwy w pracy. To efekt ugody zawartej między pracownikami a właścicielem w bielskim sądzie pracy.

- Walczyliśmy nie tylko o pieniądze, ale i honor - komentuje Beata Góra, była szefowa Solidarności w Bielkonie.

Fabryka, produkująca garnitury dla takich znanych marek jak m.in. Otto Kern i Jupiter, została zamknięta na początku ubiegłego roku. Nieco wcześniej przedstawiciele spółki Ahlers podczas rozmów ze związkowcami sugerowali, że przenoszą produkcję do Bośni z powodu zbyt dużych podwyżek płac, jakie wcześniej wywalczyła załoga, i wygórowanych żądań związkowców.

- Mijali się jednak z prawdą, bo w Bielkonie płace były żenująco niskie, a właściciele już wcześniej przygotowywali przeniesienie produkcji. Załoga była nawet gotowa zrezygnować z podwyżek, byle produkcja została utrzymana - tłumaczy Marcin Tyrna, przewodniczący podbeskidzkiej Solidarności.

Beata Góra dodaje, że obarczanie związków winą za zamknięcie zakładu wzbudzało niechęć części załogi.

- Pracodawca już wcześniej dawał nam do zrozumienia, że przeniesie produkcję, ale tego nie zauważaliśmy. Czy walczylibyśmy, czy nie, to i tak by to zrobił - dodaje Góra.

Gdy zakład został zamknięty, pracownicy zdecydowali się wystąpić do sądu o wypłatę zaległych pieniędzy dla pracowników produkcji zatrudnionych na akord, którym w Bielkonie od lat nie płacono za 20-minutowe przerwy.

Państwowa Inspekcja Pracy potwierdziła, że takie pieniądze im się należą.

Sąd nie mógł przyjąć pozwu zbiorowego. Każdy z 230 pracowników musiał przygotować swój. Ludzi wsparł Zarząd Regionu Solidarność Podbeskidzie, którego radca prawny Ewa Krajewska-Dziedzic przygotowała pozwy i reprezentowała pracowników przed sądem.

- To była gigantyczna praca, ale satysfakcja jest ogromna - przyznaje mecenas Krajewska- Dziedzic. Dodaje, że kancelaria prawna z Wrocławia, reprezentująca właściciela, starała się na wszystkie sposoby wykazać, że pracownikom nie należą się pieniądze. Powołano biegłego, który przyznał ludziom rację. Po trwającym rok procesie została zawarta ugoda.

Spółka będzie musiała wydać na odszkodowania około 500 tysięcy złotych. Ludzie powinni dostać pieniądze przed świętami. W przeciwnym razie sprawą zajmie się komornik.

Tyrna zachęca do tego, by pracownicy likwidowanych firm do końca walczyli o należne im pieniądze.

Kancelaria z Wrocławia nie skomentowała sprawy.

OFE zlikwidowane. Masz 5 miesięcy na decyzję

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie