Ręce opadają

(net)
Dwa razy dziennie na własny koszt Jan Kwieciński dowozi wodę beczkowozem.   /  ŁUKASZ KLIMANIEC
Dwa razy dziennie na własny koszt Jan Kwieciński dowozi wodę beczkowozem. / ŁUKASZ KLIMANIEC
Jan Kwieciński prowadzi w bielskiej dzielnicy Komorowice niewielką hodowlę krów. Łącznie ma 10 hektarów ziemi, która pozwala na wykarmienie zwierząt i produkcję mleka.

Jan Kwieciński prowadzi w bielskiej dzielnicy Komorowice niewielką hodowlę krów. Łącznie ma 10 hektarów ziemi, która pozwala na wykarmienie zwierząt i produkcję mleka. Od blisko 20 lat żyje jednak w niepewności i mimo bardzo zdecydowanego charakteru nie może poradzić sobie z bezsensownymi decyzjami podejmowanymi poza jego plecami w sprawie części jego ziemi.

W listopadzie 1984 roku Urząd Miejski zatwierdził Rejonowej Dyrekcji Rozbudowy Miast i Osiedli Miejskich plan rozbudowy oczyszczalni ścieków w Komorowicach. Wówczas to sąsiadujące z nią 3 hektary pola, budynek mieszkalny i zabudowania gospodarcze Kwiecińskiego przeznaczone zostały do wykupu. W maju 1985 roku Wojewódzka Dyrekcja Inwestycji wydała w tej sprawie oficjalną decyzję, dokonując jednocześnie wyceny całej posesji.

Konsekwencją takiego obrotu sprawy były zakaz rozbudowy i modernizacji budynków, do posesji nie zostały też doprowadzone ani wodociąg, ani gazociąg. Ponadto w czasie rozbudowy oczyszczalni przerwane zostały żyły wodne i poziom wody w rolniczej studni gwałtownie się obniżył. Jakby tego wszystkiego było mało, w 2001 roku Aqua zaczęła w bezpośrednim sąsiedztwie gospodarstwa Kwiecińskiego składować osady pościekowe i resztki wody znajdujące się w studni zostały skażone. Dokumentują to badania wykonane przez Sanepid. - Słałem petycje do wszystkich świętych, byłem u każdego z kolejnych prezydentów po kilka razy. Żaden nie chciał mi pomóc - wspomina dziś właściciel feralnego gospodarstwa.

Sytuacja wodna na ziemi należącej wciąż do Kwiecińskiego wygląda paradoksalnie. Podczas gdy dowozi on beczkowozem na własny koszt dwa razy dziennie kilkaset litrów wody, by utrzymać przy życiu gospodarstwo, jego ziemia zalewana jest przy każdym większym deszczu. Na gruntach przyległych do gospodarstwa, wykupionych już przez Aquę, zasypane zostały bowiem naturalne rowy, teren znacznie podniesiono, w związku z czym woda z potoku Młynówka spływa na ziemię rolnika.

1 kwietnia tego roku Kwieciński zwrócił się do kolejnego prezydenta z prośbą o pomoc w przyspieszeniu wykupu jego nieruchomości. Prezydent Jacek Krywult przekazał ją do Aquy. Od tego czasu nieco drgnęło i kolejne pisma krążą między Komorowicami i Aquą. Te z Aquy podpisuje zastępca dyrektora ds. rozwoju, były prezydent miasta Bogdan Traczyk. Deklaruje załatwienie sprawy, wyznacza terminy, ale spółka ich nie dotrzymuje. Jednocześnie zanosi się na to, że Kwieciński trafi za wodę przed oblicze Sądu Grodzkiego. W wyniku doniesienia złożonego przez Aquę przesłuchiwany był już w IV Komisariacie Policji w sprawie kradzieży z hydrantu 600 litrów wody. Nie dano wiary jego zapewnieniom, że czerpie ją na podstawie ustnej zgody uzyskanej właśnie w Aquie. 20 sierpnia podczas rozmowy z dyrektorem spółki Zbigniewem Szymańskim dowiedział się, że nie jest ona zainteresowana wykupem jego nieruchomości. Jednocześnie zupełnie za jego plecami dokonano przemianowania jego ziemi z rolniczej na przemysłową, co skutkuje zwiększonymi podatkami, które płacić musi rolnik.
WANDA THEN

PIOTR DUDEK, prezes spółki Aqua: - O jednym trzeba pamiętać, to nie Aqua obiecywała panu Kwiecińskiemu wykup. Sprawę dostaliśmy niejako w spadku. Nie możemy kupić tej ziemi tylko po to, by mieć kawałek gruntu z chaszczami. Musimy mieć dla niego zastosowanie. Cały czas zajmujemy się sprawą, ale to nie znaczy, że z dnia na dzień ją sfinalizujemy. Chcemy ją rozwiązać kompleksowo. Myślimy tam o pewnych biotechnologiach, choćby produkcji biopapliw typu wierzba energetyczna czy podczyszczanie ścieków przez korzenie drzew. Wszystko jest jednak na etapie koncepcji. Do tego dochodzą duże rozbieżności między finansowymi oczekiwaniami właściciela, a wycenami.

JAN KWIECIŃSKI, rolnik z Komorowic: - To Aqua przemianowała moją ziemię z rolniczej na przemysłową, jakby to była jej własność. W roku ubiegłym płaciłem 500 zł podatku, w tym wyliczono mi 2 tys. zł. Dlaczego mam ponosić wszystkie koszty błędnych decyzji spółki? Jeszcze pewnie chcieliby, żebym sprzedał ziemię za symboliczną złotówkę. Księdzu za okoliczne stawy płacili krocie. Wszystkich wokoło wykupili, mnie zostawili samego, w dodatku wykonana przez Aquę przebudowa koryta Młynówki spowodowała, że regularnie moje pole zalewa woda. Najlepiej gdyby nowy prezes wybrał się na wizję i zobaczył jak to wygląda. Na razie podejmuje decyzje zza biurka, nie wie o co tak naprawdę chodzi. Mam wrażenie, że ktoś chce mnie doprowadzić do ruiny, a potem przejąć majątek. Nie zgodzę się na to, będę walczył.

Meszki bolimuszki utrapieniem wakacji

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie