Szczęście w nieszczęściu

TOMASZ WOLFF
Pogorzelisko przychodzili zobaczyć mieszkańcy Jaworza. Byli przerażeni widokiem jaki zastali. / TOMASZ WOLFF
Przez cztery godziny strażacy walczyli z ogniem, który wybuchł w nocy z niedzieli na poniedziałek w zakładzie produkującym belki stropowe przy ulicy Dzwonkowej w Jaworzu.

Przez cztery godziny strażacy walczyli z ogniem, który wybuchł w nocy z niedzieli na poniedziałek w zakładzie produkującym belki stropowe przy ulicy Dzwonkowej w Jaworzu. Mieli małe szanse, bowiem ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Kiedy przyjechali na miejsce, w ogniu stał cały drewniany dach.

Poszedł z dymem razem z więźbą w kilkanaście minut. Strażacy wstępnie oszacowali straty na 60 tysięcy złotych. Tadeusz Kosna, właściciel zakładu uważa, że zostały ,znacznie zaniżone". Dodaje, że mogą być nawet trzy razy wyższe od wstępnie podanych.

- Obudził mnie trzask ognia. To było około 2.30. Pożar bardzo szybko się rozprzestrzeniał. Wszystko wyglądało bardzo groźnie. Dobrze, że od ognia nie zajął się któryś z budynków mieszkalnych. Akcja trwała bardzo długo. Kiedy wstałem o 6.00 pogorzeliska pilnowali jeszcze strażacy. Odjechali dopiero godzinę później - relacjonuje jeden z mieszkańców ulicy Dzwonkowej.

Początkowo Tadeusz Kosna nie miał wątpliwości, że ktoś podpalił mu zakład. Mieszka w bezpośrednim sąsiedztwie. Od początku przyglądał się akcji gaśniczej.

- Mam kilku dłużników. Na przykład jeden jest mi winny 20 tysięcy złotych. Ciąży na nim wyrok komorniczy. W nocy pomyślałem, że mógł to zrobić któryś z zalegających z płatnościami. Dopiero, kiedy trochę się uspokoiłem i ochłonąłem, uświadomiłem sobie, że chyba aż tak bardzo nie zalazłem nikomu za skórę. Dziś na miejscu pożaru był biegły, który wykluczył podpalenie - opowiada właściciel.

Kosna nie załamuje rąk, chociaż w kilka godzin stracił grubo ponad 100 tysięcy złotych. Z dymem poszedł cały zakład, który postanowił jak najszybciej odbudować. Wczoraj Kosna poszukiwał nowych form, bo stare wygięły się pod wpływem gorąca. Uratowała się jedna betoniarka, która w feralną noc stała przed zakładem. Kosna zamierza wkrótce uruchomić produkcję pod gołym niebem. Chce jedynie postawić prowizoryczną wiatę.

- Najważniejsze, że dom się nie zajął. Byłem przerażony, kiedy widziałem fruwające w powietrzu kawałki płonącej papy. Poza tym, ogień nie dosięgnął pomieszczenia, w którym mój syn przechowuje telewizory. Mogę więc powiedzieć, że ten pożar to takie szczęście w nieszczęściu - dodał właściciel.

Nocny pożar przy ulicy Dzwonkowej był największym jaki w tym roku wybuchł w Jaworzu. Ogień było widać z kilkuset metrów. Dlatego wczoraj pogorzelisko odwiedziło wielu jaworzan, którzy chcieli zobaczyć, co się stało. Byli przerażeni widokiem jaki zastali.

Meszki bolimuszki utrapieniem wakacji

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie