Trudny problem dzikich wysypisk

Wanda Then
Dwa razy w roku uczniowie z Wapienicy zbierają śmieci w okolicy
Dwa razy w roku uczniowie z Wapienicy zbierają śmieci w okolicy fot. arc
Odpadki składowane na dziko, często w pięknych niegdyś zakątkach: zagajnikach, na brzegach rzek czy łąkach, szkodzą nie tylko żyjącym tam roślinom i zwierzętom, ale również ludziom.

Gromadzone bez kontroli i właściwego zabezpieczenia powodują powstawanie toksycznych gazów oraz niebezpiecznych substancji, które zatruwają powietrze, wodę i ziemię. Co gorsza, nikt lub prawie nikt z mieszkańców nie zwraca uwagi na te dzikie śmietniska, nikomu nie przeszkadzają. Ludzie od lat przejeżdżają taczkami przez pół wsi, żeby wyrzucić śmieci do koryta miejscowego potoku.

- Okazuje się, że dzikie wysypiska tak wrosły w krajobraz naszych miejscowości, że w ogóle ich nie widzimy. Akceptujemy i zgadzamy się, że śmieci wokół nas są - mówi Wojciech Owczarz, prezes Fundacji Ekologicznej Arka, która znana jest ze swojej akcji "Kwiaty zamiast śmieci".

Wciąż niewiele dają jednak nakręcane przez ekologów filmy, wymowne antyśmieciowe graffiti i inne akcje. Chwilowe efekty przynosi również a przątanie świata, organizowane z okazji Dnia Ziemi, a przez niektóre szkoły nawet kilka razy w roku. Z usuwaniem dzikich wysypisk nie nadążają także samorządy. Kilka tygodni temu w Jasienicy zlikwidować trzeba było nawet punkty segregacji odpadów, bo stały się lokalnymi wysypiskami śmieci.

- Myślałem, że przez monity, prośby, akcje informacyjne, uda się problemowi zaradzić. Niestety, nie udało się i musieliśmy większość punktów segregacji śmieci zlikwidować - mówi wójt gminy Jasienica, Janusz Pierzyna.

W Wapienicy uwalnianie środowiska od szpecącego balastu śmieci organizowane jest od ośmiu lat, dwukrotnie w każdym roku. Sprzątają uczniowie i nauczyciele Gimnazjum nr 15 i kilku innych szkół. Po akcji sprzątania wszystko wraca jednak do "normy", rosną nowe dzikie wysypiska śmieci.

- By to zmienić, potrzebne jest zaplanowane i systematyczne działanie władz lokalnych, np. w postaci przymusowych robót za śmiecenie. U nas dla śmieciarzy nie ma kar. Mówi się, że trudno kogoś złapać za rękę, ale to nieprawda. Wiele razy widziałem ludzi, którzy na przystanku wyrzucali niedopałki czy papiery. Choć obok stał mundurowy, nie reagował. Dopóki tak będzie, ludzie nie szanujący środowiska będą się czuli bezkarni - mówi Jan Nycz z Bielska.

Będzie najazd traktorów na stolicę?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.