Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Bielsko-Biała: Dzwony kościelne przeszkadzają mieszkańcom

Jacek Drost
arc
Czy bicie kościelnych dzwonów lub melodie wygrywane przez kościelne kuranty mogą komuś przeszkadzać? Czasami tak, zwłaszcza kiedy świątynia znajduje się w środku osiedla lub w bliskim sąsiedztwie domków jednorodzinnych, a dzwony nie dość, że biją głośno, to na dodatek często.

Przykłady można mnożyć jak region długi i szeroki. Pierwsze z brzegu: bielska parafia NMP Królowej Świata w Cygańskim Lesie, parafia św. Barbary w Katowicach-Giszowcu czy tyska świątynia św. Maksymiliana Marii Kolbego. - Kościelne dzwony czy melodie potrafią być uciążliwe - mówią ludzie o "wrażliwym uchu". Zwolennicy kościelnych dźwięków ripostują: - Tradycja jest tradycją. Nie mam nic przeciwko Kościołowi, jestem osobą wierzącą, ale kiedy z pobliskiej świątyni rozbrzmiewa hejnał o godzinie 8 czy 21, to nie jestem zbyt szczęśliwa, zwłaszcza kiedy kładę spać dziecko. Jest za głośny! - mówi Patrycja Kania, mieszkająca w rejonie bielskiej ul. Poczowej. Jej zdanie podziela kilku innych mieszkańców, ale wolą się nie wypowiadać publicznie, bo - jak zaznaczają - temat jest drażliwy. Parafia nie komentuje tego - proboszcz jest na rekolekcjach.

- Czasami ktoś telefonuje do nas, że uśpił dziecko, a my dzwonimy. Możemy nie dzwonić, ale te dzwony zafundowali ludzie, więc wypada z nich korzystać. Generalnie to sprawa jest śmieszna, bo od wieków dzwony były w kościołach. Tu mieszkają chrześcijanie, dzwony powinny bić, choć nie można ich nadużywać, bo to już głupota - uważa ks. Jerzy Fryczowski, proboszcz parafii Jezusa Chrystusa Odkupiciela Człowieka w bielskim osiedlu Karpackim, gdzie z jednej strony kościół otoczony jest blokami, a z drugiej dwupasmówką.

W przeszłości (a i teraz czasami się zdarza) mieszkańcy mieli zastrzeżenia, że dzwony biją za głośno. - Nawet za komuny dzwony nikomu nie przeszkadzały, a teraz żyjemy w takich czasach, że ludziom wszystko przeszkadza. Podam przykład z innej beczki: jak obok nas palono liście, to od razu ktoś zadzwonił na policję. Czysta złośliwość. Przecież jak jedziemy na wczasy do Egiptu i mułła wyje o piątej rano, to potrafimy to tolerować - ripostuje ks. Fryczowski. Zapewnia, że nie nadużywają dzwonów. O godz. 7.30 dzwonią jednym, na Anioł Pański - tylko trzy minuty i o 17.45 - jednym. - Nie jestem wariatem, by wszystkimi dzwonami dzwonić przed każdą mszą. Ale proszę sobie wyobrazić pogrzeb bez dzwonów. Ludzie mieliby do mnie zastrzeżenia, że nie dzwonimy, bo dzwony na pogrzebie to oddanie czci zmarłemu - mówi ks. Fryczowski.

W bielskiej dzielnicy Leszczyny zastrzeżenia niektórych mieszkańców budzą nie tyle dzwony, co trębacz.
Ks. Jarosław Fijołek z parafii pw. Chrystusa Króla na Leszczynach wyjaśnia, że dzwonów używają tylko w południe na Anioł Pański i przy okazji pogrzebów. - W niedzielę w samo południe przychodzi do nas pan, który gra na trąbce ze dwie, trzy pieśni związane z okresem liturgicznym. Ludzie nie mają zastrzeżeń - mówi ks. Fijołek.

W Czechowicach-Dziedzicach kościół stoi tuż przy Urzędzie Miejskim. Mimo że docierały do nas sygnały, iż kuranty są za częste i za głośne, wiceburmistrz Maciej Kołeczek zapewnia, że jemu to nie przeszkadza.
- A jeśli ktoś ma z tym problem, to na tę chwilę powinien przymknąć okno. Nie dajmy się zwariować - radzi Kołeczek.

Problem z dzwonami dostrzega Marek Moś, dyrygent, skrzypek i kameralista, dyrektor artystyczny Orkiestry Kameralnej AUKSO oraz wykładowca akademicki. Być może dlatego, że na dźwięki jest wyczulony bardziej niż przeciętny Polak.
- Przez 50 lat mieszkałem w Bytomiu i tam do dzwonów się przyzwyczaiłem. Ale od dwóch lat mieszkam w tyskim osiedlu Z1 i tutaj dzwonnica przed kościołem pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego jest na poziomie mojego pierwszego piętra. Dzwony bywają dokuczliwe. Często wyjeżdżam na koncerty, więc wtedy nie ma problemu. Kiedy jednak jestem w domu, to nie wstaję wcześnie rano i wówczas dzwony o godzinie 7.15 są uciążliwe. Nie wszystkim sąsiadom przeszkadzają, a mnie pewnie przyjdzie się do nich przyzwyczaić - mówi Moś. Wspomina przy okazji, że dawniej, kiedy większość ludzi nie miała zegarków, dzwony były dla niego zaproszeniem na mszę. Dzisiaj każdy ma - jak mówi - "po pięć komórek, jesteśmy otoczeni czasem", więc dzwony nie pełnią już takiej roli. Poza tym zapraszają na mszę najbliższych mieszkańców, bo pozostali i tak przyjeżdżają samochodami.

- Należałoby znaleźć jakiś kompromis, bo dla mnie dzwon powinien coś znaczyć. To jest tak, jak z ludzką wypowiedzią. Jeśli człowiek zbyt często się wypowiada, to jego wypowiedź ginie pośród zgiełku - zauważa Moś.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Giganci zatruwają świat

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na bielskobiala.naszemiasto.pl Nasze Miasto